Tito Vilanova po raz pierwszy od czasu powrotu z Nowego Jorku
pojawił się na konferencji prasowej. Wypowiedział się m.in. na temat
meczu z Bayernem, swojego leczenia i poszczególnych zawodników. Ocenił
również pracę Jordiego Roury, który zastępował go przez dwa miesiące.
Jak się pan czuje? Dlaczego nie pojawiał się pan na konferencjach prasowych?
Czuję
się bardzo dobrze po tym procesie, który przeszedłem. Nie przychodziłem
tutaj wcześniej, ponieważ leczenie miało skutki uboczne. Ale każdego
dnia czuję się lepiej. Miałem ochotę do trenowania i by znów pojawić się
na konferencji.
Jak przeżywał pan te dwa miesiące? Czy chciałby pan trenować
Barcelonę również w przyszłym sezonie? Czy były momenty, w których
myślał pan o zrezygnowaniu z tej funkcji?
Problemem była
odległość. W Nowym Jorku przebywałem na co dzień. Starałem się
codziennie pomagać, byłem w kontakcie z zawodnikami dzięki nowym
technologiom. Odnośnie mojej przyszłości, mam dużo siły i ochoty, aby
zostać na kolejny sezon. Nigdy nie myślałem, aby to zostawić. Kiedy mam
dwa dni wolnego, nudzę się. To jest moje życie i nie czuję żadnej
presji.
Jak pan skomentuje to, że wokół mówi się o końcu cyklu w Barcelonie?
Ciągle
tak mówią. Na wysokim poziomie rozgrywek, jak w La Liga czy w Lidze
Mistrzów, bardzo ciężko się wygrywa. Barça osiągała to przez trzy lata. W
przeszłości nie wygrywaliśmy ani ligi ani Ligi Mistrzów. Jeśli
zdobędziemy mistrzostwo, dopiszemy do swojego konta trofeum - czwarte
mistrzostwo w ostatnich pięciu latach. To jest coś niepowtarzalnego.
Sześć razy docieraliśmy do półfinałów Ligi Mistrzów. To rekord, którego
myślę, że możemy nie kontynuować w przyszłym roku. Nie sądzę, aby to był
jakiś koniec cyklu.
Jak pan ocenia szanse na remontadę w spotkaniu z Bayernem Monachium?
Jesteśmy Barçą i gramy u siebie. Nie będzie to wiarygodne, jeśli
powiem, że dokonamy remontady, ale naszym obowiązkiem jest walczyć i być
zdolnym do zwycięstwa. Być może strzelimy dwie bramki w pierwszej
połowie i nie wiemy, jak to się potoczy później. Bayern stworzył świetną
atmosferę dzięki swojej publiczności, zobaczymy, czy to powtórzymy. Nie
chcę się poddawać.
Czy ze względu na mecz z Bayernem, zmieniły się plany na kolejny sezon?
Nic nie zmieniliśmy. Ja mam jasno określony plan i dobrze wiem, jakie
są możliwości zawodników. Wszystko jest takie samo, jak dwa czy trzy
miesiące temu i nic się nie zmieniło ze względu na wyniki. Szatnia
zareagowała bardzo dobrze po porażce na Allianz Arenie.
Czy po powrocie z Nowego Jorku odkrył pan rzeczy, które źle funkcjonują w drużynie?
Zawsze można się poprawić, nawet gdy się wygrywa 4:0. Sezon ligowy jest
dla nas świetny. To najtrudniejsze rozgrywki, pomimo tego co by można
pomyśleć po ostatnich dwóch meczach (pomiędzy hiszpańskimi i niemieckimi
drużynami).
Jak wygląda pańska relacja z Guardiolą? Podobno nie widzieliście się w Nowym Jorku.
Jesteśmy bliskimi przyjaciółmi od dziecka, odkąd byliśmy razem w La
Masíi, ale to prawda, że przez odległość relacje się ochładzają.
Jutro ostatni mecz Barçy na San Mamés. Jakie ma pan wspomnienia z tamtego stadionu?
Na pewno nowa atmosfera będzie spektakularna. Tworzą ją ludzie, a nie boiska.
Jak ocenia pan postawę Érica Abidala? Do końca sezonu
pozostało jeszcze kilka meczów, czy go zobaczymy? Czy klub powinien
przedłużyć z nim kontrakt?
Rozmawiamy o szczególnej
sytuacji. Nie wiemy, jak jego organizm zareaguje na duży wysiłek.
Poprzednim razem zagrał na wysokim poziomie, ale trzeba obserwować jak
będzie się regenerował co trzy dni. To bardzo dobry zawodnik dla
Barcelony, w każdym wypadku.
Rozmawiał pan z Víctorem Valdésem? Czy trzeba już szukać nowego bramkarza?
Nie rozmawiałem z nim. On nie powiedział, że nie zostanie tutaj na
kolejny rok, ale że nie przedłuży kontraktu wygasającego w 2014. Nie
mogę go przekonać dla dobra Barçy, bo zna je lepiej niż ja. Kiedy
zakończy się sezon, porozmawiam z nim i chciałbym wiedzieć, co myśli. W
każdym razie, jego postawa na treningach jest spektakularna i dlatego
uważam, że nie ma problemu, by został na kolejny rok.
Wolałby pan zostać mistrzem już jutro, czy poczekać do meczu z Betisem na Camp Nou?
Ligę, w której rywalizujesz z Realem, chciałbym wygrać jak najwcześniej.
Jak będzie wyglądać renowacja drużyny? Mówi się, że latem dojdzie do Barcelony sześciu zawodników.
Rozmawialiśmy
o tym w ciągu roku i myślę, że niewiele się zmieniło. Widzieliśmy już,
że czasami kupuje się piłkarzy i ciężko im się zaadaptować do tego
klubu. Dlatego nie jest łatwo powiedzieć, że kupimy sześciu. Mamy trzon
reprezentacji, która jest mistrzem świata i najlepszego zawodnika
planety. Bayern osiągnął swój najwyższy poziom, a my, nie grając źle,
nie dorównaliśmy mu. Powinniśmy byli przegrać, ale nie czteroma
bramkami, szczególnie po obejrzeniu powtórek.
Jako ocenia pan pracę wykonaną przez Jordiego Rourę pod pańską nieobecność?
Jestem mu wdzięczny, bo pracował na wysokim poziomie. Również Altimira.
Sztab trenerski jest teraz lepszy niż zanim wyjechałem, bo te
okoliczności zmusiły ich do wykonywania większej pracy.
Jak pan przeżywał to wszystko w Nowym Jorku, walcząc z
chorobą? Skąd miał pan siłę na oglądanie meczów, treningów, rozmowy z
Rourą?
Gdybym nie był w Nowym Jorku, to pracowałbym tutaj,
bo czułem się dobrze. Spacerowałem, chodziłem do muzeów, na mecze
koszykówki... Mimo to, starałem się pomagać. Praca jest moją rozrywką.
Czego brakuje Barcelonie, aby dotrzeć na poziom Borussii i Bayernu?
Ani Bayern ani Borussia nie grają na wyższym poziomie niż my czy Real.
Możesz mieć gorszy dzień, oni mogą trafić na lepszy, możesz mieć wielu
kontuzjowanych zawodników. Postaramy się pokazać, że różnice nie są
takie duże.
Czy brak lub słabsza dyspozycja Messiego wpływa na drużynę? Istnieje Messidependencia?
Nie uważam, by jego brak był zauważalny. Wygraliśmy ostatnie trzy
ligowe mecze, strzelając dziewięć bramek i nie tracąc ani jednej.
Zależność od niego była zawsze. Jest najlepszy na świecie i strzela
najwięcej bramek. Obyśmy byli od niego zależni przez wiele kolejnych
lat.
Dlaczego tak późno dokonał pan zmiany w meczu z Bayernem? Czy to świadczy o braku zaufania do piłkarzy siedzących na ławce?
Nie zawsze dokonywaliśmy trzech zmian. Rozmawiamy o tym podczas drugiej
połowy. Mam zaufanie do wszystkich na ławce. Nie muszę chyba nawet
mówić, jak ufam np. Cescowi.
Czy drużyna nie jest już zmęczona sezonem?
Nie.
Są bardzo dobrzy w takim sposobie grania. Może w piłce bardziej
fizycznej... Jeśli nie przegralibyśmy 0:4 w Monachium, nie
rozmawialibyśmy o tym. Uważam, że kibice są zadowoleni.
Co według pana trzeba poprawić w drużynie?
Dwie
pierwsze bramki padły po rzutach rożnych. Oni mają zawodników po 1,90 cm
wzrostu, a my nie, bo to nie nasz styl gry. Bilans między bramkami
straconymi, a strzelonymi w ostatnich latach byłby pozytywny. Nie chodzi
o to, by kupić zawodników odpowiednich do obrony rzutów rożnych, ale by
ich unikać.
Jak oceni pan słowa Freixy, który powiedział, że jest pan lepszy od Guardioli w każdym aspekcie, również jako człowiek?
Może mieć taką opinię, jaką chce, a ja nie jestem od tego, by o tym
mówić. Ja jestem po prostu pracownikiem. Ja nie pracuję z myślą o tym,
by mnie do kogoś porównywano.
Bije dzisiaj od pana duży optymizm, czy to może pomóc drużynie po ostatnim meczu?
Kiedy przegrywasz, pierwszy dzień jest fatalny. W miarę jak upływają
kolejne dni, wszystko widzi się z innej perspektywy. Tamto to był
wypadek przy pracy. Aby odrobić straty, trzeba w to uwierzyć.
Na jakich pozycjach trzeba dokonać wzmocnień?
Nigdy
nie wypowiadaliśmy się na ten temat. Została jeszcze ważna część sezonu
i nie jest to dobre dla zespołu, aby mówić kto zostanie, a kto nie.
Mieliśmy dużo kontuzji wśród obrońców.
Po porażce z Bayernem pojawiło się dużo krytyki wobec pana. To dlatego pojawił się pan dziś na konferencji?
To
dobrze, że krytyka się tak spóźniła. To normalne w tym zawodzie i
wiedziałem, że nadejdzie. A przyszedłem na konferencję teraz, bo
wcześniej nie wiedziałem, czy dam radę mówić przez tyle czasu.