wtorek, 8 października 2013

Rosell: Będziemy do samego końca walczyć o Víctora Valdésa

Prezydent Barcelony Sandro Rosell udzielił wywiadu dla programu radiowego „El Larguero" stacji cadena SER, w którym m.in. zapewnił, że do ostatniego momentu będzie walczył o to, żeby Víctor Valdés pozostał w klubie.
Rosell: Będziemy do samego końca walczyć o Víctora Valdésa
„Do końca będziemy próbowali przekonać Valdésa do pozostania w Barcelonie", zapewnił prezydent Blaugrany. Jednocześnie nie szczędził słów pochwały jednemu z najpoważniejszych kandydatów na jego następcę, Thibautowi Courtois: „To wielki bramkarz, bardzo mi się podoba. Spotkałem go kiedyś w pewnej restauracji w Madrycie, przywitaliśmy się serdecznie, ale ostateczna decyzja należy do Zubizarrety. Casillasa na pewno nie zatrudnimy, bo to symbol Madrytu."

O byciu prezydentem
„Nie straciłem przyjaciół kiedy zostałem prezydentem. Trzeba zacząć od tego, że moich prawdziwych przyjaciół mógłbym policzyć na palcach jednej ręki."

„Popularność mi nie przeszkadza, aczkolwiek jeśli chodzi o moją rodzinę, czasem bywa kłopotliwa i wywołuje napięcia. Głównie chodzi mi o szpiegów i detektywów. W moich córkach budzą wstręt. Wiem kim są ci ludzie, podałem ich już na policję i mam nadzieję, że w końcu zostawią mnie w spokoju", wyznał.

„Od kiedy jestem prezydentem nauczyłem się dużo o zarządzaniu, o tym jak być człowiekiem, o ludzkim ego. Większość telefonów, które odbieram, to telefony z prośbami , nie ofertami. Ja staram się wysłuchać wszystkich", dodał.
„Kiedy jesteś prezydentem nie zawsze możesz się cieszyć grą drużyny, tak jak robią to pozostali kibice. Są dobre momenty, ale są także te gorsze.„

Zapytany o to, czy uda się do Brazylii, odpowiedział: „Jeśli zaprosi pan mnie i moją rodzinę do hotelu, w którym będziemy mogli spędzić 15 dni, z przyjemnością pojadę. Kiedy pan zechce. Podobnie z Mundialem. Jeśli mnie zaproszą, pojadę." (Chodzi tutaj o informację, która pojawiła się w dzienniku Ara, o rzekomej sprawie karnej, którą Rosell ma w Brazylii.)
Rosell wyjaśnił także sprawę badania na zawartość alkoholu we krwi w Barcelonie: „Policjant powiedział, że jest z Madrytu i chce mnie przyłapać. Wypiłem kilka kieliszków cavy z okazji rocznicy Penyii, ale nie przekroczyłem dozwolonej dawki."

Na temat swojej relacji z Laportą 
„Nigdy nie był moim kolegą. Był osobą, z którą na początku dzieliłem fantastyczny projekt. Potem, jak z wojskiem, zostają ci w głowie tylko te dobre momenty. Czy odbyłem służbę? Tak, złożyłem przysięgę, pełniłem warty i czyściłem latryny w ośrodku Seu d'Urgell."

„Fakt, że zostałem prezydentem nie sprawił, że patrzę na sprawy inaczej. Odszedłbym teraz tak samo, jak odszedłem wtedy. Nic się nie zmieniło. Wciąż nie rozumiem pewnych rzeczy. Ale nie żywię nienawiści do nikogo."
Jeśli chodzi o nasilenie się nastrojów niepodległościowych w Katalonii przyznał: „W niektórych miejscach cierpimy z tego powodu, bo ludzie mieszają politykę z futbolem. My tego nie robimy . Na daną chwilę nie widzimy się poza ligą hiszpańską."
O Tito i Guardioli
 „Mieliśmy bardzo dobre relacje i prawda taka, że obu bardzo kocham. Z Guardiolą znamy się od 20 lat. Kiedy się poznaliśmy on miał 23, a ja 29. Byłem wtedy dyrektorem w firmie Nike i podpisaliśmy z nim kontrakt sportowy, na podstawie którego miał występować w butach naszej firmy. Czasami kiedy dwie osoby ze sobą pracują, normalnym jest, że pojawiają się napięcia. Przykro mi, że zostały wypowiedziane pewne słowa, ale myślę, że je zatruto. Nie chcę do tego wracać. Naszą relację określiłbym jako normalną. Ani to miłość, ani nienawiść."

O Neymarze
 „Kosztował nas 57.5 miliona euro. 17,5 dla Santosu, a 40 dla firmy N&N. To nie prawda, że jest drugim najlepiej opłacanym zawodnikiem w drużynie. Najważniejszym było, że on chciał przyjść i grać u boku Messiego.„

O Inieście
„Nie lubię zakładów, ale jeśli miałbym teraz postawić, postawiłbym, że Iniesta zakończy karierę w Barclonie." Zapytany o to kiedy zostanie podpisany kontrakt, powiedział: „Są słowa, które znaczą tyle samo, co podpis na kontrakcie."
Tym samym prezydent potwierdził, że Iniesta stanie się drugim najlepiej opłacanym zawodnikiem Barçy. „Już mówiłem ,że tak właśnie się stanie"

Sandro Rosell został zapytany o swoje relacje z Cruyffem i o słowa Holendra o tym, że jego noga nie postanie na Camp Nou, dopóki prezydentem będzie Katalończyk. „Co się stanie jeśli Cruyff nie przybędzie na Camp Nou? Cóż, pozostanie jedno miejsce wolne." Prezydent zapewnił także, że Barcelona zapłaciła fundacji Cruyffa pieniądze, które była mu winna.
Źródło: Mundo Deportivo, Sport.es

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz