wtorek, 15 października 2013

Piqué: Chcę być panem i władcą meczu

W tym sezonie Gerard Pique zagrał 12 meczów w Barcelonie, jeden w reprezentacji i nie zaznał jeszcze smaku porażki. Wygrał Superpuchar, zanotował najlepszy początek rozgrywek ligowych w historii klubu i jest o krok o mundialu. Jednak jak sam uważa, mogłoby być jeszcze lepiej.
Piqué: Chcę być panem i władcą meczu
La Vanguardia: Czy można prosić o jeszcze więcej?
Gerard Piqué: Początek sezonu w Barcelonie daje nadzieje. Odkąd odszedł Pep Guardiola, ludzie pytali, jak to będzie ze zmianą na ławce, czy będzie to traumatyczne przeżycie dla nowego szkoleniowca, bo po wygraniu tylu rzeczy zawsze jest ciężko temu, który przyjdzie. Ale przyszedł Tito Vilanova i był to nietypowy rok, bo krótko cieszyliśmy się obecnością trenera, a mimo to wygraliśmy ligę. Myślę, że był to bardzo dobry sezon, nie licząc dwumeczu z Bayernem. Po wielu latach z ludźmi ukształtowanymi w Barcelonie przyszedł Tata Martino, który jest z zewnątrz, ale ma taki sam styl gry i takie same pomysły. Poza tym chce przywrócić rzeczy, które z czasem zatraciliśmy. Sądzę, że kiedy rozpoczyna się nowy etap, najważniejsze są wyniki, bo dają ci pewność siebie i chęci, by stawać się lepszym.

Oczekiwałeś, że tak będzie?
Odczucia co do Taty od pierwszej chwili były bardzo dobre. Widać, że ma bardzo jasno określone pomysły i jest bardzo bezpośrednią osobą. Mimo że jest z zewnątrz, wie, co znaczy ten klub i nasza gra. Pokazuje to, nie zmieniając stylu gry. Wprowadził pewne szczegóły, które nas cechowały za czasów Pepa i które straciliśmy.

Jak się dowiedziałeś o nawrocie choroby Vilanovy?
 Byłem na wakacjach na Hawajach i był to bardzo ciężki cios, bo nie spodziewaliśmy się tego. Myśleliśmy, że wszystko już minęło i że rozpoczniemy rok, w którym on będzie z nami. To był mocny cios. Szczególnie dla klubu, który musiał zmienić trenera, kiedy rozpoczął się już presezon, a przede wszystkim dla samego Tito. To jedna z osób, które ja najbardziej doceniam w piłkarskim świecie. Poznałem go, kiedy miałem 14 lat, a on trenował Cadete i zawsze był osobą różniącą się od tych, które spotykasz na tej ziemi. Tito cały czas był człowiekiem ze wsi. Ten świat czasami zmienia ludzi, a on był taki sam, gdy trenował dzieci i gry prowadził pierwszą drużynę Barçy. Chwała mu za to.

Może z tego powodu zawodnicy bardziej się zaangażowali, jeśli to możliwe?
Tak, w zeszłym roku też to robiliśmy. Chcieliśmy zacząć bardzo dobrze. Tito kładł duży nacisk na to, że Real zawsze na początku sezonu tracił punkty w lidze i że jest wygodniej grać, będąc na czele klasyfikacji, niż gonić lidera. W ostatnich pięciu latach kiedy byliśmy na czele tabeli, zdobywaliśmy mistrzostwo, a jedyny rok, w którym rozpoczęliśmy od potknięć, zakończył się stratą tytułu. Doświadczenie nam mówi, że dobre rozpoczęcie jest lepsze i drużyna po wygraniu na tak trudnych terenach, jak w Máladze czy w Walencji, jest w optymalnej sytuacji.

Wydajesz się dojrzalszy. Czujesz się ważniejszą częścią zespołu?
Bycie przez sześć sezonów w tej samej drużynie wiąże się z tym, że grasz wiele meczów i to ci daje pewien spokój. Sądzę, że poczucie bycia istotnym zawodnikiem odbija się na twojej postawie na boisku. Nasza szatnia jest jedną z tych, w których dzieli się swoimi przemyśleniami i każdy wyraża swoją opinię. Nie ma jednej osoby, która przemawia, tak jak w Manchesterze robił to tylko Roy Keane. W Barcelonie jest wielu wychowanków, znamy się od jakiegoś czasu i rozmawiamy tym samym językiem, więc odpowiedzialność spoczywa na wielu osobach.

Z zewnątrz wydaje się, że Martino was idealizuje. Trener odważył się kiedykolwiek was zganić?
Niech nikt się nie martwi. Być może Martino ma w sobie coś z kibica Barçy, ponieważ ocenia to, co robiliśmy w ostatnich latach, co wygraliśmy i jak to wygraliśmy, ale ma jasno określone idee, jest bardzo bezpośredni i nie ma znaczenia, czy przed nim stoi Messi czy Piqué, zawsze mówi to, co myśli. Sądzę, że to bardzo zdrowe dla grupy, która od jakiegoś czasu wygrywa. Logicznym by było, że trener, który przychodzi, jest onieśmielony, ale to by była pomyłka. Od pierwszej chwili Tata mówi jasno i to jest jedna z jego zalet.

Mówi, że takim samym rywalem co Real jest Atlético.Ostatnio mi powiedział, że nie wie, jaki by był najlepszy wynik w derbach Madrytu. Powiedział mi, że ludzie cieszyli się ze zwycięstwa Atlético, ale on nie był co do tego tak przekonany. I to prawda, bo to nie jest pierwszy rok Ateltico. W zeszłym sezonie zajęli trzecie miejsce i jestem przekonany, że po takim meczu, jak ten na Santiago Bernabéu, który mnie zaskoczył, nie osłabną. Nie mają naszego stylu, ale są solidni w defensywie, dobrze wychodzą z kontrą i mają Diego Costę, który jest w formie. Wiedzą, co grają i to jest priorytetowe i ważne dla drużyny. Mamy nadzieję, że my też będziemy w tej walce. Za dwa lub trzy miesiące będzie można coś więcej powiedzieć.

W finale Pucharu Konfederacji dostałeś czerwoną kartkę za faul na Neymarze. Powiedz, czy on nurkuje?
To jedna z wielu debat, które wywołuje prasa i otoczenie. Są momenty, gdy mają rację, ale w tym przypadku po meczu, w którym Neymar jest dwukrotnie ewidentnie faulowany w polu karnym, a gwizdek sędziego milczy, oni mówią, że się przewraca. Problemem jest to, że tworzy się jakąś bujdę, wszyscy o niej mówią, a ludzie niezdecydowani trafiają do grupy tych, którzy w to wierzą. To jest część piłkarskiego cyrku i musisz się przyzwyczaić, bo jutro wyciągną inną rzecz.

Co będzie, kiedy Neymar i Messi będą u szczytu formy?
Neymar pokazał w ciągu dwóch miesięcy, że będzie ważnym piłkarzem na lata. To jeden z najbardziej utalentowanych zawodników, jakich widziałem. Ma taki start, że wydaje się, że lata, na pierwszych pięciu czy dziesięciu metrach jest nie do zatrzymania. Ma też wielki wachlarz zagrań technicznych, by wyjść z prawej i lewej strony i potrafi uderzać wykonywać rzuty wolne i karne. Jest to piłkarz kompletny i pomoże Leo w strzelaniu bramek, w czym Messi być może w ostatnich latach był osamotniony. Leo strzelał niemal wszystkie bramki i sądzę, że jeśli chcemy aspirować do wszystkich tytułów, on musi strzelać tak jak do tej pory, bo jest świetny, ale musimy mieć większą ilość graczy, którzy się do tego przyczynią.

Mówisz o aspirowaniu do wszystkich tytułów. Chciałbyś znowu trafić na Bayern?
 Bayern? Tak, dlaczego nie? Jest jednym z wielkich klubów europejskich i jeśli chcemy wygrać Ligę Mistrzów, normalne, że trafimy na nich w ćwierćfinale, półfinale lub finale, bo jestem przekonany, że oni, z Pepem, zajdą daleko. Sądzę, że kiedy staniemy naprzeciw nim w tym roku, będziemy przygotowani. W zeszłym roku byli najlepszą drużynie w Europie, z dużą przewagą, ale sądzę, że jesteśmy w stanie ich pokonać i ten rok może być świetny.

Niewolnicy tiki-taki, odniesienie do Bankii, wymiana twittów z Arbeloą... Ostatnio wokół ciebie jest wiele kontrowersji. Myślisz o tym, by się zmienic?
Być może mi to zaszkodziło, nie mówię, że nie, ale żyjemy w świecie, w którym robimy rzeczy częściej ze względu na to, co ktoś mówi, niż na to, co czujemy. Najlepiej, żebyś był sobą, musisz mówić to, co uważasz i czuć się z sobą dobrze. Nie mogę być tym, kim inni chcą, bym był. Ja taki jestem. Jak ktoś mnie zaakceptuje, to dobrze, a jak nie, to w przyszłości się o to postaram.

Żałujesz twitta o karnym podyktowanym przez Muñiza?
Nie żałuję, ale uważam, że za bardzo dramatyzujemy. Skomentowałem pewną sytuację, a potem odpowiada mi zawodnik Realu i wydaje się, że istnieje wielki konflikt, kiedy ja się nawet nie kierowałem do niego, ani Álvaro do mnie. Skomentowałem sędziowanie, a on się odniósł do Barçy... Ostatecznie nie ma żadnego braku szacunku z niczyjej strony, ani złej atmosfery. Może za bardzo wychodzi u mnie przywiązanie do Barçy, ale czy jest coś złego w kibicowaniu temu klubowi? Wydaje się, że nikt nie może wychodzić poza pewien schemat, przekraczać pewnej linii... Nic się nie stanie, jeśli człowiek powie to, co myśli.

Lubisz grać w drugiej koszulce, tej w barwach senyery?
Oczywiście, że lubię. Jest bardzo ładna, bardzo piękna. Abstrahując od symboliki, sądzę, że kolory przykuwają uwagę. Barça zawsze była katalońskim klubem i to sprawia, że ludzie jeszcze chętniej ją zakładają. Dlatego jest najlepiej sprzedającą się koszulką.

Jeśli w przyszłości chcesz być prezydentem, mógłbyś zacząć od przekonania Valdésa, by został.
(Śmiech) Nie, to nie moja rola. Myślę, że podjął już decyzję i musimy ją uszanować. Nie trzeba nalegać. Teraz trzeba się nim cieszyć, wciąż nam pozostał jeden sezon, w którym gra na stratosferycznym poziomie. Uważam, że przypadek Valdésa to lekcja na przyszłość. Víctor zawsze był pod szczególną obserwacją, a teraz, kiedy odchodzi, dziwnym trafem wszyscy go kochają. Czasem w Barcelonie jesteśmy zbyt krytyczni i negatywnie nastawieni.

Jak sobie wyobrażasz koniec sezonu?
Chcę, byśmy wkonywali rzeczy dobrze, byśmy byli Barçą, byśmy wychodzili na boisko i z kimkolwiek nie gramy, żebyśmy byli sobą. Kiedy powiedziałem, że byliśmy niewolnikami tiki-taki, chodziło mi o to, że musieliśmy grać w ten sposób bez względu na wszystko, mimo że rywale karcili nas, gdy przeprowadzali kontrę i strzelali nam gola. Bycie Barçą nie oznacza tego. My nie zawsze tacy byliśmy. Zawsze szukaliśmy bramki przeciwnika. A przez pewien czas tego nie robiliśmy. Bycie Barçą oznacza wyjść na boisko, by zdominować mecz i mieć więcej okazji na zdobycie gola niż rywal, ponieważ Barça zawsze je miała. Chcę czuć się panem i władcą meczu. A to w ciągu moich sześciu lat w Barcelonie zawsze miało miejsce. Grałem z wyjątkowym pokoleniem, sądzę, że wciąż jesteśmy najlepszą drużyną na świecie. Ale musimy to udowodnić.
Źródło: La Vanguardia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz