niedziela, 17 listopada 2013

Adriano: Zrezygnowałem ze słodyczy i pracuję z psychologiem

Ten sezon jest dla Adriano najlepszym w barwach Barcelony. Po raz pierwszy od 2010 roku, kiedy to dołączył do zespołu, udało mu się zagrać 10 meczów z rzędu w pierwszym składzie. Takie osiągnięcie byłoby nie do pomyślenia w poprzednich kampaniach, w których nękały go problemy mięśniowe uniemożliwiające regularne występy. Obrońca udzielił wywiadu dla Mundo Deportivo, w którym szczerze wyjawia przyczyny swojej dobrej gry w obecnych rozgrywkach.
Adriano: Zrezygnowałem ze słodyczy i pracuję z psychologiem
Mundo Deportivo: To Twój najlepszy sezon?
Adriano: W Barcelonie tak. Szkoda, że w poprzednich latach mogłem grać najwyżej dwa lub trzy mecze i pojawiał się ból, który uniemożliwiał mi dalszą grę. To sprawiało, że nie byłem zawodnikiem godnym zaufania. Każdego roku trochę się zmieniam, pilnuję swoich treningów, rozgrzewam się przed i po zajęciach, dbam o dietę, odpoczynek... Z każdym rokiem jest coraz lepiej i taki jest tego efekt. Muszę wykonywać duży wysiłek, ale warto.

Na czym polega to poświęcenie?
Przede wszystkim na jedzeniu. Chodziło o dietę i przede wszystkim o słodycze. Zdałem sobie sprawę, że muszę się poświęcić, zmienić i odżywiać się dobrze, szczególnie tu, gdzie gra się co trzy dni i zawsze musisz być gotowy na 100%. Jeśli zdejmiesz nogę z gazu, przeciwnik cię wyprzedzi. Robię to dla dobra swojego i zespołu.

Robiłeś coś szczególnego, prócz diety, by osiągnąć taką liczbę rozegranych spotkań?
Ważna jest też codzienna praca. Przed treningiem ćwiczę trochę na siłowni, żeby wzmocnić nogi, brzuch, górne partie... To wszystko przynosi ogromne korzyści.

Wyobrażam sobie, że te kontuzje wpływały też na twoją psychikę, prawda?
Bez wątpienia. W wielu spotkaniach w 80. minucie nie wiedziałem, czy będę w stanie dograć te ostatnie dziesięć minut, a to cię może załamać. Jak tylko zauważałem, że coś się dzieje, patrzyłem na ławkę i prosiłem o zmianę. Teraz być może też mi się to przydarzyło, ale mogłem grać dalej.

Czyli pokonałeś tę barierę psychologiczną?
Tak, dzięki Bogu, zaufaniu trenera, kolegów i pracy fizjoterapeutów oraz lekarzy.

Zwróciłeś się też do jakiegoś psychologa, by być silniejszym mentalnie? Niejeden twój kolega z tego korzysta.
Tak, od stycznia pracuję z jednym i jestem bardzo zadowolony.

To pomysł twój czy klubu?
Mój.

Co sądzisz o debacie, jaka powstała wokół stylu gry drużyny?
To normalne. Ludzie wymagają od nas jak najwięcej, a my jesteśmy pierwszymi, którzy od siebie tego wymagają. Chcemy, by kibice cieszyli się naszą grą oraz filozofią, jaka charakteryzuje Barçę, w każdym meczu. Jest coraz lepiej. Już niewiele brakuje, by dobra gra szła w parze z sukcesami, jakie odnieśliśmy. Moim zdaniem jesteśmy bliżsi doskonałości.

Czego wam brakuje, by tę doskonałość osiągnąć?
Są etapy w meczu, kiedy trochę tracimy posiadanie i rywal stwarza sobie szansę po kontratakach. Trzeba dbać o pozycje i poprawić ostatnie podanie.

Neymar zaskoczył od pierwszego dnia. Jaka jest twoja rola w jego adaptacji?
Moją rolą jest sprawić, by czuł, że jest w domu. Ja, kiedy dołączyłem do zespołu, również miałem to szczęście, że koledzy przyjęli mnie z dużą sympatią i z nim jest tak samo. Każdy zawodnik przychodzi tu, by stać się kolejnym członkiem drużyny i z Neyem nie było inaczej. Wiedziałem, że szybko się zaaklimatyzuje, ponieważ to dobry człowiek, prosty i skromny chłopak. Zawsze taki był. Niektórzy mówią, że teraz się taki stał, ale ja mówię, że nie, zawsze taki był.

Sądzisz, że ma taki poziom, by w przyszłości zastąpić Messiego.
To jest to, czego on chce. Będzie walczył, by zostać najlepszym na świecie, tak jak teraz jest nim Messi.

Leo nie będzie grał teraz przez dwa miesiące, ale posiadanie w jednym zespole Messiego i Neymara to musi być...
Honor. Dla mnie to najlepsza para napastników, jaką może mieć drużyna.

Kiedyś byłeś pewniakiem na listach powołań do reprezentacji, ale ostatnio Scolari na ciebie nie stawia. Myślisz, że pojedziesz na mundial?
Oby. Do tego aspiruje i po to pracuję. Gra na mundialu, szczególnie w swoim kraju, to byłoby marzenie. Jeśli będę dobrze pracował w Barcelonie, na pewno będę miał szanse na powołanie.
Źródło: Mundo Deportivo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz