W wywiadzie przeprowadzonym przez Santiego Giméneza z gazety
AS, Gerard Piqué opowiada o Lidze Mistrzów, aferze szpiegowskiej oraz
roli kapitana.
AS: Jest pan pewny, że nikt nas nie słyszy?
Piqué: Jestem pewny (śmiech).
W ostatnim czasie dużo mówiło się o aferze szpiegowskiej w Barcelonie.
Wyraziłem już swoje zdanie na ten temat. To nieprzyjemna sytuacja i
wolałbym się w niej nigdy nie znaleźć. Minęło trochę czasu, w klubie
zmieniło się wiele osób i najlepszym wyjściem będzie po prostu
przewrócenie kartki.
Czy myśli pan, że był powód do śledzenia?
Myślę, że nie.
Sądzi pan, że to sprawka Pepa?
Nie. Dzwonił do mnie z Nowego Jorku i wszystko sobie wyjaśniliśmy.
Jak podchodzi pan do meczu z Bayernem?
Maksymalnie skoncentrowany. Po to gramy w piłkę, by uczestniczyć w takich meczach.
Chyba po raz pierwszy nie jesteście faworytem. Czy jesteście pod wrażeniem rywala?
To naprawdę wielki przeciwnik, ale nikt nie powinien zapominać, że
wciąż jesteśmy świetnym zespołem. Skończył się już czas, kiedy futbol
definiowany był jaki gra jedenastu przeciwko jedenastu, w której zawsze
wygrywają Niemcy. Zarówno z Barceloną, jak i z reprezentacją graliśmy
mecze, które zmieniły historię.
Nie zaprzeczy pan jednak, że Bayern ma piłkarzy znacznie silniejszych fizycznie.
To przypadek większości klubów, z którymi gramy. Mamy taką drużynę,
jaką mamy i to zaleta mieć takich zawodników jak Messi, Xavi, Iniesta.
To, co musimy zrobić, to być maksymalnie skoncentrowani.
Wie pan już z kim stworzy pan środek obrony?
Nie wiem. Myślę, że Marc. Szkoda, że Adriano nie może zagrać z powodu
kartek, a Puyol i Masche są kontuzjowani. Marc jest w pełni
przygotowany.
Czy nie brakuje mu przekonania?
Marcowi? Brak przekonania? Nie widziałeś go na treningu. W wielu sytuacjach idzie jak byk, czasem musimy go powstrzymywać.
Nie uważa pan, że młodzi ludzie boją się opuszczać Barcelonę, by zdobyć doświadczenie?
W moim przypadku wyszło to na dobre. Może to dobrze opuścić Barcelonę
na chwilę, ponieważ potrzebujesz pewnych rzeczy, które mogą Ci pomóc.
Ja miałem szczęście grać w Anglii, dzięki czemu zyskałem więcej siły. W
Saragossie natomiast zrozumiałem czym jest mecz, w którym nie dominujesz
przez całe spotkanie. W drużynach młodzieżowych Barçy tego nie
przeżyłem.
Nie czuje się pan zmęczony, grając w 16 spośród 17 ostatnich meczów?
Odpoczywałem w zeszłym tygodniu, a prawda jest taka, że po prostu
chcę grać. Jeśli nie pojawią się kontuzje, wszyscy wytrwamy w dobrej
formie do końca sezonu.
Albo kartki. Przypomnę, że jeśli zobaczy pan w Monachium
żółtą kartkę, nie zagra pan w rewanżu. Jaki to ma wpływ na przygotowanie
do meczu?
Skłamałbym mówiąc, że nie ma to wpływu na przygotowanie. Ostatnio
przywykłem do takich sytuacji, bo oglądałem żółte kartki bardzo
wcześnie, w pierwszej lub drugiej akcji meczu.
Sądzi pan, że Puyol zdoła wrócić na rewanż?
Nie tracę nadziei. Jeśli ktoś może dokonać cudu, to tym kimś jest Puyi. Pewne jest, że będzie się bardzo starał.
Co będzie łatwiejsze: występ Puyola na Camp Nou czy przekonanie Valdésa, by został w klubie?
Z Víctorem rozmawiali ci, do których należą takie obowiązki. Z mojej
strony należy się mu maksymalny szacunek. Musimy cieszyć się każdą
minutą, którą spędza z nami.
Jeśli Víctor odejdzie, jest pan na liście osób, które mogą go zastąpić w roli kapitana. Jest pan na to gotowy?
Obecnie nie widzę siebie w tej roli. Mamy kilku świetnych kapitanów, a
ja przecież przyjechałem tu stosunkowo niedawno. Wciąż się uczę i mam
nadzieję, że kiedyś nadarzy się jeszcze taka okazja.
Może pan sobie wyobrazić finał Ligi Mistrzów Barcelona – Real?
Na tę chwilę wystarczy, że gramy z Bayernem. Myśląc o finale,
popełniamy błąd. To samo działo się w zeszłym roku i co? W finale nie
było ani Barcelony, ani Realu.
Fundamentalną postacią będzie Messi…
Bylibyśmy głupcami, gdybyśmy myśleli, że jego obecność nie ma
znaczenia. Jest najlepszy na świecie i jego gra sprawia, że idzie nam
lepiej.
Będzie miał wpływ na rywala?
Jestem pewny, że woleliby, żeby nie grał. Ktoś, kto będzie go krył,
nie będzie miał przyjemnego zadania. Jeśli mówi inaczej, kłamie. Grałem
przeciwko niemu będąc zawodnikiem Saragossy, a wtedy jeszcze nie grał
nawet w połowie tak jak teraz. Już podczas tych meczów wiedziałem, że
mecz z nim a mecz bez niego to dwie zupełnie inne potyczki.
Shakira nie dostanie od pana róży 23 kwietnia?
Nie, musimy poczekać do 24, kiedy dodatkowo wraca z Los Angeles.
A książka?
Dobrym wyborem wydaje się "Relatos Soldarios", w której prolog napisał Abidal.
Źródło: AS
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz